
Wiele osób mówi:
„Przecież już nic złego się nie dzieje… więc dlaczego nadal czuję napięcie?”
Dom jest spokojny.
Telefon milczy.
Nikt nie krzyczy.
Nie ma dramatu.
A mimo to ciało nadal nie potrafi się rozluźnić.
Ramiona są spięte.
Szczęka zaciśnięta.
Głowa ciągle analizuje.
Organizm cały czas jest „gotowy”.
Jakby coś miało zaraz się wydarzyć.
I bardzo często nie chodzi o teraźniejszość.
Tylko o to, do czego układ nerwowy przyzwyczajał się przez lata.
Jeżeli człowiek przez długi czas żył w stresie, chaosie, napięciu emocjonalnym albo nieprzewidywalności — organizm uczy się funkcjonować w trybie przetrwania.
Ciało zaczyna być stale czujne.
Nasłuchuje.
Analizuje.
Przewiduje zagrożenie.
Skanuje emocje innych ludzi.
Próbuje kontrolować wszystko dookoła, żeby znowu nie poczuć bólu, lęku albo odrzucenia.
I nawet kiedy życie się uspokaja…
układ nerwowy często nadal nie wierzy, że jest bezpiecznie.
To dlatego wiele osób DDA, współuzależnionych albo po trudnych doświadczeniach:
– nie potrafi odpoczywać,
– źle czuje się w ciszy,
– ciągle coś analizuje,
– ma trudność z byciem „tu i teraz”,
– czuje napięcie bez konkretnego powodu,
– reaguje lękiem nawet na małe sytuacje.
Część osób wpada wtedy w mechanizm zamrożenia.
Na zewnątrz wyglądają spokojnie.
Ale w środku organizm jest zamrożony:
– odcięcie od emocji,
– brak energii,
– trudność z działaniem,
– pustka,
– zmęczenie,
– życie na autopilocie.
I najważniejsze:
to nie oznacza, że coś jest z Tobą nie tak.
To bardzo często reakcja organizmu, który przez lata próbował Cię chronić.
Problem polega na tym, że mechanizmy przetrwania, które kiedyś pomagały… po czasie zaczynają odbierać spokój.
Dlatego praca nad sobą nie polega tylko na „pozytywnym myśleniu”.
Bardzo często trzeba nauczyć ciało i układ nerwowy czegoś, czego wcześniej nie znały:
bezpieczeństwa.
Krok po kroku.
Bez walki ze sobą.
Bez udawania, że wszystko jest dobrze.


