
Dawniej, kiedy w moim życiu coś się sypało — pierwsze, co przychodziło, to
panika,
lęk,
i złość.
Pytania: „Dlaczego znowu?”,
„Czemu mnie to spotyka?”,
„Co zrobiłam nie tak?”.
Wchodziłam w tryb obrony albo ucieczki. Albo płakałam, albo próbowałam natychmiast wszystko naprawić. Bo przecież jak się wali — trzeba ratować. A przynajmniej tak wtedy myślałam.
Dziś… reaguję inaczej.
Nie dlatego, że moje życie stało się idealne. Ale dlatego, że ja się zmieniłam.
Zmieniło mnie to, że weszłam w siebie. Zaczęłam pracę, której tak długo unikałam — pracę nad sobą.
To właśnie ona nauczyła mnie, że nie każda burza przyszła mnie zniszczyć.
Niektóre przyszły po to, by mnie oczyścić.
Z tego, co nie było już moje.
Z iluzji, które kiedyś pomagały mi przetrwać, ale dziś już tylko mnie ograniczały.
Zrozumiałam, że dopiero gdy wewnątrz zrobiło się spokojnie, mogłam usłyszeć to, co wcześniej zagłuszał chaos.
I właśnie dlatego dzisiaj, gdy coś się wali, nie pytam już:
„Dlaczego ja?”,
tylko „Co dalej?”
Nie uciekam.
Nie zrzucam winy.
Nie rozpadam się w emocjonalnej panice.
Zatrzymuję się. Patrzę. Rozpisuję. Oddycham. I szukam lekcji.
Bo każda zmiana, nawet ta, która boli — niesie coś ważnego.
Może pokazuje, że zbyt długo ignorowałam siebie.
Może przypomina, że nadszedł czas, by coś zostawić.
Może wyciąga na powierzchnię rany, które wciąż czekają, by je uzdrowić.
Wiem już, że spokój nie przychodzi wtedy, gdy w życiu nic się nie dzieje.
Przychodzi, kiedy wiemy, kim jesteśmy — nawet w środku burzy.
I nagle okazuje się, że wszystko wygląda inaczej.
Że nawet gdy boli — nie muszę się bać.
Bo wiem, że ta burza przyszła po coś.
I może kiedyś będę jej wdzięczna.
Jeśli czujesz ,że jesteś gotowa na zmiany, zapraszamy na bezpłatna konsultację.


