Nie jestem już tą samą osobą… i w końcu mi z tym dobrze :)

 

Zmiana nie zawsze wygląda tak, jak się ją sobie wyobrażamy.
Czasem nie ma momentu przełomu, wielkiego „olśnienia” ani spektakularnej decyzji.
Nie ma „od dziś będę inna”.
Jest za to proces.
Powolny, wymagający i niewygodny.

Czasem zaczyna się od jednej łzy, która wypływa, gdy w końcu coś w Tobie pęka.
Czasem od zdania usłyszanego przypadkiem, które nagle trafia dokładnie tam, gdzie trzeba.
Czasem od ciszy, której wcześniej unikałaś, a która zaczyna mówić więcej niż wszystkie hałasy świata.

I tak zaczynasz się zmieniać.

Ale nie dlatego, że ktoś Cię przekonał.
Nie dlatego, że chciałaś „poprawić się” dla kogoś.
Tylko dlatego, że już nie mogłaś dalej funkcjonować tak, jak wcześniej.

Bo coś w Tobie zaczęło wołać.
Wołać o spokój.
O autentyczność.
O życie, które będzie naprawdę Twoje.

To wtedy zaczęłam patrzeć do środka.

Nie na to, co mnie boli u innych, tylko na to, co jeszcze nie zostało uzdrowione we mnie.
Nie na to, kto mnie zawiódł, ale dlaczego wciąż pozwalam innym wchodzić tam, gdzie powinnam postawić granicę.
Nie na to, kto mnie nie kochał tak, jak potrzebowałam — ale na to, dlaczego wciąż próbuję tę miłość „zasłużyć”, zamiast po prostu ją przyjąć.

Zaczęłam zauważać, że to nie świat się musi zmienić.
Że to nie inni są problemem.
Że dopóki nie uzdrowię w sobie tego, co pęknięte — będę projektować swój ból na wszystko i wszystkich.

Zaczęłam widzieć, że to jak reaguję, to jaki mam humor, to jak przeżywam relacje — zależy głównie ode mnie.
Nie od tego, czy ktoś mnie przeprosi.
Nie od tego, czy w końcu dostanę z zewnątrz to, czego tak długo szukałam.
Ale od tego, co dzieje się we mnie.

I to była najtrudniejsza lekcja.
Bo łatwiej było mieć żal.
Łatwiej było się obrażać, obwiniać, wypominać.
Trudniej było… wziąć odpowiedzialność.

Ale dziś wiem, że właśnie ta praca mnie zmieniła.

Nie afirmacje.

Nie podcasty.

Nie książki motywacyjne.

Tylko uczciwe spotkanie ze sobą. Z moim cieniem. Z moim lękiem. Ze wstydem, którego nie chciałam czuć.

Ta zmiana nie była łatwa.
Nie trwała tydzień, miesiąc, ani nawet rok.
Ale była prawdziwa.
Bo wydarzyła się we mnie.

I dlatego dziś mogę z pełnią prawdy powiedzieć:

Nie jestem już tą samą osobą.
I w końcu mi z tym dobrze.

Nie dlatego, że jestem „idealna”.
Ale dlatego, że już nie próbuję być kimś innym.

Jestem sobą.
Wystarczająca.
Autentyczna.
Żyjąca po swojemu.

I wiem, że jeśli ja mogłam się zmienić — Ty też możesz.
Nie dla innych.
Dla siebie.

Jeśli czujesz ,że jesteś gotowa na zmiany, zapraszamy na bezpłatna konsultację.

 

Dodaj tu swój tekst nagłówka

Scroll to Top