
To zdanie kiedyś brzmiało dla mnie… dziwnie.
Jak można bać się siebie?
Przecież to inni ranią.
Inni zostawiają.
Inni mówią te słowa, które potem tak długo w nas siedzą.
Ale dziś już wiem, że najgłębszy lęk wcale nie dotyczy świata zewnętrznego.
Dotyczy tego, co jest w nas.
I tego, czy potrafimy… z sobą wytrzymać.
Ja długo nie potrafiłam.
Uciekałam w działanie, w ogarnianie, w pomaganie innym.
W rozproszenie.
W hałas.
Bo kiedy w końcu siadałam w ciszy — przychodziły emocje.
Tak silne, że aż paraliżujące.
Tak trudne, że natychmiast włączały stare schematy: tłumienie, racjonalizowanie, unikanie.
Ale one i tak wracały.
Czasem pod postacią napięcia w ciele, którego nie potrafiłam zrzucić.
Czasem jako myśli, których nie umiałam wyłączyć.
A czasem jako głos wewnętrzny, który ciągle mi powtarzał, że jestem niewystarczająca.
I wtedy zaczęłam rozumieć: uciekam od siebie.
Nie przed ludźmi. Nie przed życiem.
Uciekam przed sobą — bo nie nauczyłam się być ze sobą blisko.
Zaczęłam więc pracować nad sobą głębiej.
Nie tylko „poziomem głowy”, ale ciałem, sercem, oddechem.
Zaczęłam siadać do emocji z pytaniem:
„Skąd jesteś?”
„Co próbujesz mi powiedzieć?”
Co mam nieprzepracowane, że te emocje są tak silne.
I zaczęły się otwierać dawne rany.
Rzeczy, o których myślałam, że już dawno za mną.
Słowa z dzieciństwa. Cisze, które bolały. Braki, które wciąż gdzieś mnie kształtowały.
To bolało. Ale ten ból — był oczyszczający.
Bo pierwszy raz nie uciekłam.
Z czasem, kiedy już nie mogłam wytrzymać sama ze sobą ,zaczęłam nad sobą pracować.
Przepracowywać emocje, lęki i dużo innych kwestii, które miały tak ogromny wpływ na moje samopoczucie psychiczne , a z czasem i fizyczne.
Nauczyłam się:
– być w ciszy i czuć spokój, nie lęk,
– odpoczywać bez wyrzutów sumienia,
– pozwolić sobie na emocje — i nie wstydzić się ich,
– przestać naprawiać siebie i innych — i po prostu być.
Dziś wiem, że największym przełomem nie było to, że coś osiągnęłam.
Tylko to, że przestałam przed sobą uciekać.
Że potrafię zostać ze sobą — w trudnych chwilach.
Nie oceniać.
Nie karcić.
Po prostu być obok siebie.
Bo na końcu tej drogi nie czeka „idealna wersja mnie”.
Czeka prawdziwa JA.
Obecna. Świadoma. Pełna czułości.
I to z nią chcę być już zawsze.
Bez lęku. Bez warunków. Bez wstydu.
Nie boję się już siebie.
Bo dziś wiem, że wszystko, czego szukałam na zewnątrz…
– bezpieczeństwo, spokój, akceptacja –
…zaczyna się we mnie w moim wnętrzu 🙂
Jeśli czujesz ,że jesteś gotowa na zmiany, zapraszamy na bezpłatna konsultację.


