
„Kocham go… ale to mnie niszczy.”
To zdanie słyszymy bardzo często. Z ust kobiet, które kochają za bardzo. Z ust mężczyzn, którzy próbują być wybawcami. Z ust tych, którzy w imię miłości zapomnieli o sobie.
Ale miłość nie jest ratowaniem. Miłość to nie poświęcanie siebie, swoich granic, swojej godności, by utrzymać kogoś, kto ciągnie Cię w dół.
Czasem myślisz, że to miłość. Że troszczysz się, wspierasz, jesteś przy tej osobie na dobre i na złe. Ale pod spodem… to nie empatia. To współuzależnienie.
Współuzależnienie to pułapka, która często wygląda jak empatia. Mówisz: „On/ona miał trudne dzieciństwo…”, „Nikt inny go nie rozumie…”, „Jeśli ja go zostawię, to kto mu pomoże?”
I nagle… już nie żyjesz swoim życiem. Żyjesz jego. Lub jej.
To uczucie, że musisz kogoś naprawić, uratować, wyciągnąć z ciemności — nawet jeśli sam(a) zaczynasz się w niej gubić. I to nie dlatego, że jesteś słaba. Ale dlatego, że kiedyś nauczyłaś się kochać właśnie w taki sposób.
Skąd to się bierze?
Najczęściej – z dzieciństwa.
Kiedy byłaś dzieckiem, może musiałaś za kogoś dorosnąć.
Może byłaś tą, która pocieszała mamę, ukrywała złość taty, ogarniała emocje dorosłych.
I nauczyłaś się wtedy jednej rzeczy:
moja wartość = jestem potrzebna.
A potem wchodzisz w dorosłość. I wybierasz partnerów, których trzeba „naprawiać”.
Bo tylko wtedy czujesz, że jesteś coś warta.
Tylko wtedy czujesz się… kochana.
Ale to nie jest miłość. To jest lęk przed porzuceniem.
To jest trauma, która mówi: „jeśli przestanę ratować – zostanę sama.”
I dzisiaj, kiedy ktoś Cię rani — zamiast odejść, chcesz zrozumieć.
Kiedy ktoś przekracza Twoje granice — szukasz dla niego usprawiedliwienia.
Kiedy ktoś znów upada — biegniesz, by go podnieść… mimo że nie masz już siły.
Aż w końcu czujesz się pusta. Niewidziana. Wykorzystana.
Jak się z tego wyrwać?
Po pierwsze – musisz przestać mylić współczucie z poświęceniem.
Można kochać i jednocześnie stawiać granice.
Można wspierać – ale nie brać odpowiedzialności za czyjeś życie.
Można pomóc – ale tylko, jeśli druga osoba też chce sobie pomóc.
Jeśli jesteś w relacji, w której ciągle ratujesz – zapytaj siebie:
- Czy ja jeszcze kocham tę osobę, czy już tylko się boję?
- Czy ja jestem w tej relacji, bo chcę – czy dlatego, że nie umiem odejść?
- Czy ja chcę być partnerką… czy terapeutką?
I pamiętaj:
Miłość to nie utonięcie razem.
Miłość to podanie ręki – ale nie skakanie za kimś w przepaść.
To, co nazywasz empatią, może być mechanizmem przetrwania.
Ale możesz się z tego uwolnić.
Bo Ty też zasługujesz na miłość, która nie boli.
Współuzależnienie to nie tylko problem partnera uzależnionego. To wzorzec: ja jestem odpowiedzialna za czyjeś szczęście. I ten wzorzec zabija prawdziwą miłość. Bo miłość nie ratuje. Miłość zaprasza. Wspiera. Ale nie nosi kogoś na plecach.
Jeśli łapiesz się na tym, że jesteś „matką” dla partnera, „terapeutką” dla przyjaciół, „ratowniczką” dla wszystkich wokół — zatrzymaj się.
To nie jest Twoja rola. Nie musisz zasługiwać na miłość przez poświęcenie.
Miłość to wzajemność.
To wybór – nie zależność.
To zaufanie – nie kontrola.
To „jestem przy Tobie”, a nie „żyję za Ciebie”.
I jeśli dziś czujesz, że gubisz siebie — możesz to zmienić. Nie przez ucieczkę. Ale przez powrót do siebie.
W Mind‑Scape uczymy: jak odróżniać empatię od ratowania. Jak kochać bez zatracenia. Jak stawiać granice, które nie są egoizmem, tylko troską – także o siebie.
Bo miłość, która Cię niszczy, to nie miłość.
To schemat.
A schemat można uzdrowić.
Jeśli czujesz ,że jesteś gotowa na zmiany, zapraszamy na bezpłatna konsultację.


