
O sile uważnej, empatycznej komunikacji, która uzdrawia.
W większości relacji problemem nie jest brak miłości.
Problemem jest brak słuchania.
Słuchania takiego, które nie szuka kontrargumentu.
Nie przygotowuje obrony.
Nie czeka, aż druga osoba skończy, żeby „oddać”.
Słuchania, które pozwala zrozumieć, a nie tylko odpowiedzieć.
W wielu parach rozmowa jest tak naprawdę zamaskowaną walką:
o rację,
o dominację,
o swoją wersję wydarzeń,
o potwierdzenie tego, co już wiemy.
I dopóki każdy z nas walczy z własnego lęku, potrzeby kontroli lub starych wzorców — rozmowa staje się polem bitwy.
A przecież właśnie rozmowa powinna być miejscem bezpieczeństwa.
Ranimy się, bo nie słyszymy siebie naprawdę.
W relacji najczęściej nie boli to, co partner mówi.
Boli to, co słyszymy przez filtry przeszłości:
– „Nie jestem dla ciebie ważna.”
– „Nie widzisz, ile robię.”
– „Znowu mnie oceniasz.”
– „Znowu muszę się bronić.”
– „Znowu jestem winny.”
Kiedy każdy z nas słyszy własną historię zamiast słów drugiej osoby — trudno o spotkanie.
Trudno o zrozumienie.
Trudno o spokój.
Bo wtedy rozmawia nie dwoje dorosłych ludzi, tylko dwoje zranionych dzieci, które walczą o uwagę, o bezpieczeństwo, o prawo do własnych emocji.
Moment przełomowy przyszedł wtedy, gdy zaczęliśmy słuchać Z INTENCJĄ!
Nie z lękiem.
Nie z chęcią wygrania sporu.
Nie z poczuciem „muszę się bronić”.
Tylko z prostą, czystą intencją:
„Chcę Cię zrozumieć.”
To jedno zdanie zmienia wszystko.
Bo kiedy przestajesz się bać, że partner chce Cię zaatakować — możesz otworzyć uszy.
Kiedy przestajesz zakładać, że wiesz lepiej — możesz naprawdę usłyszeć.
Kiedy przestajesz oceniać — zaczynasz widzieć człowieka, nie zagrożenie.
Wtedy słuchanie staje się aktem miłości.
Nie obowiązkiem.
Nie narzędziem.
Tylko obecnością.
Komunikacja, która rani — zamienia się w komunikację, która leczy!
Zaczęliśmy zauważać, że kiedy słuchamy:
● partner częściej mówi prawdę – bo nie boi się konsekwencji
● konflikty trwają krócej
● mniej jest wybuchów, a więcej faktów
● emocje przestają być zagrożeniem, a stają się informacją
● zamiast reagować – zaczynamy rozumieć
I nagle coś, co kiedyś było powodem kłótni, staje się punktem wspólnego wzrostu.
Bo prawda jest taka:
większość konfliktów nie wybucha dlatego, że nie umiemy mówić – tylko dlatego, że nie umiemy słuchać.
**Słuchanie nie oznacza zgody.
Słuchanie oznacza szacunek.**
Możesz nie zgodzić się z tym, co partner czuje.
Możesz widzieć sytuację inaczej.
Możesz mieć inną potrzebę, inne granice, inną perspektywę.
Ale możesz nadal słuchać.
Bo słuchanie nie oznacza rezygnacji z siebie.
Oznacza rezygnację z ego, które chce mieć zawsze rację.
A gdy ego milknie — relacja zaczyna oddychać.
Kiedy zaczęliśmy słuchać – przestaliśmy się ranić
Bo nagle okazało się, że wcale nie jesteśmy po dwóch stronach barykady.
Że oboje chcemy dokładnie tego samego:
– poczuć się ważni,
– poczuć się bezpieczni,
– poczuć się zrozumiani,
– poczuć, że nie jesteśmy sami ze swoimi emocjami.
Wtedy nie ma już walki.
Jest współpraca.
Jest zespół.
Jest „my”.
A „my” rodzi się nie w słowach, ale w słuchaniu.
W obecności, której nie da się udawać.
W uważności, która pokazuje:
„Widzę Cię. Słyszę Cię. Chcę Cię zrozumieć.”
I to właśnie jest moment, w którym przestajemy się ranić.
Jeśli czujesz ,że jesteś gotowa na zmiany, zapraszamy na bezpłatna konsultację.


