Bliskość, która nie dusi. Wolność, która nie oddala!

 

 

O dojrzewaniu do relacji, w której można być sobą i można być razem 🙂

Są takie relacje, które zaczynają się szybko: dużo emocji, dużo obietnic, dużo pragnienia bycia „blisko”. Ale często ta bliskość jest czymś, co tak naprawdę mylimy z przywiązaniem, potrzebą, lękiem albo kontrolą. I wtedy zamiast budować więź — nieświadomie ją dusimy.

Dojrzewanie do prawdziwej bliskości to proces.
Taki, który uczy, że miłość nie polega na stapianiu się w jedno.
Nie polega też na ucieczce w niezależność.

Prawdziwa bliskość zaczyna się tam, gdzie jest miejsce na dwie osoby, nie na jedną zdominowaną przez drugą.
Na dwa temperamenty, dwa światy wewnętrzne, dwa zestawy potrzeb i granic.

Bliskość, która dusi — zaczyna się od lęku!

Wiele osób wchodzi w relacje z niewypowiedzianą obawą:
„Jeśli dam mu wolność, odejdzie.”
„Jeśli odpuszczę kontrolę, stracę.”
„Jeśli będę sobą… nie wystarczy.”

I wtedy próbujemy tak bardzo „zadbać” o relację, że powoli zabieramy przestrzeń na oddech.
Chcemy wiedzieć wszystko.
Chcemy czuć się potrzebni.
Chcemy mieć pewność.

Ale miłość, która opiera się na lęku, nie rośnie.
Lęk zawsze będzie chciał więcej — więcej potwierdzeń, więcej obecności, więcej kontroli.

Wolność, która oddala — to też często mechanizm obronny!

Bywa odwrotnie:
Kiedy ktoś chce bliskości, my stajemy się bardziej zdystansowani.
Zamykamy się.
Odsuwamy.
Znikamy w swoim świecie.

Nie dlatego, że nie kochamy — tylko dlatego, że w dzieciństwie nauczyliśmy się, że bliskość boli.
Że oznacza obowiązek, poświęcenie albo utratę siebie.
I wtedy wolność staje się zbroją.

Ale wolność bez kontaktu — oddala.
Wolność bez dialogu — izoluje.
Wolność bez serca — staje się dystansem, który zabija więź.

Bliskość i wolność nie są sprzeczne — są sobie potrzebne!

Zdrowa relacja to nie kompromis między dwoma skrajnościami.
To dojrzałe połączenie:

Bliskość, która nie dusi — czyli taka, w której mogę mówić, prosić, pokazywać siebie, ale nie muszę udawać, nie muszę walczyć i nie muszę się bać.

Wolność, która nie oddala — czyli taka, w której mogę mieć swój świat, swoje marzenia, swoje tempo. Ale wracam, bo chcę. Nie dlatego, że muszę.

Między tymi dwiema przestrzeniami jest to, na co naprawdę pracujemy:
bezpieczeństwo emocjonalne.

Bezpieczeństwo, dzięki któremu:
– nie muszę cię kontrolować,
– nie muszę od Ciebie uciekać,
– nie muszę być idealna,
– nie muszę się bronić.

Po prostu jestem.
I Ty też jesteś.

Kiedy nauczyliśmy się bliskości i wolności na nowo?

Zmiana przyszła dopiero wtedy, kiedy zaczęliśmy mówić.
Bez ataku.
Bez projekcji.
Bez oczekiwań, że ten drugi „odgadnie”, o co nam chodzi.

Zaczęliśmy sprawdzać:
„Co czujesz?”
„Czego teraz potrzebujesz?”
„Jak mogę być przy Tobie, nie tracąc siebie?”

I nagle okazało się, że…
bliskość nie musi być ani kontrolą, ani ciężarem.
A wolność nie musi być ucieczką.

Bo kiedy człowiek czuje się widziany, słyszany i szanowany — przestaje się bronić.
Zaczyna ufać.
A wtedy relacja zaczyna oddychać.

Dojrzała relacja to ta, w której możemy być sobą — i nadal być razem!

To nie jest relacja bez konfliktów.
To nie jest relacja bez trudnych emocji.
To nie jest relacja bez różnic.

To relacja, w której różnice NAS NIE ROZDZIELAJĄ — tylko uczą.

Bliskość bez lęku.
Wolność bez dystansu.
My — nie z potrzeby. Z wyboru.

Na tym właśnie polega dorosła intymność.
Na byciu sobą… obok drugiej osoby, która również jest sobą.

Jeśli czujesz ,że jesteś gotowa na zmiany, zapraszamy na bezpłatna konsultację.

 

Dodaj tu swój tekst nagłówka

Scroll to Top