Nie jestem Twoim uzdrowieniem – jestem Twoim lustrem.

 

O relacjach, w których przestajemy brać odpowiedzialność za czyjeś rany i zaczynamy widzieć własne.

Wiele osób wchodzi w relacje z nieświadomą nadzieją, że druga osoba „coś” naprawi.
Że uleczy stare rany.
Wypełni braki.
Uciszy lęki.
Da to, czego zabrakło w dzieciństwie.
Uratuje przed samotnością, pustką, niepewnością.

I tak samo często bierzemy na siebie odpowiedzialność za rany partnera:
„To ja muszę go uzdrowić.”
„To ja go naprawię.”
„To ja sprawię, że w końcu poczuje się lepszy / spokojny / wartościowy.”

Ale prawda jest inna, znacznie głębsza i dużo trudniejsza:
W relacji nie jesteśmy swoim wzajemnym uzdrowieniem.
Jesteśmy swoim lustrem.

I to właśnie lustro — nie ratowanie — zmienia człowieka.

Lustro nie leczy. Lustro pokazuje prawdę.

A prawda bywa niewygodna.

Kiedy jesteś lustrem:

partner widzi w Tobie swoje rany,
swoje reakcje,
swoje lęki,
swoje schematy,
swoje napięcia,
swoją potrzebę kontroli albo wycofania,
swoje uczucia, które próbował ukrywać.

A Ty… widzisz to samo w sobie.

Bo to, co najbardziej nas rani w relacji, często nie pochodzi od partnera.
Pochodzi z naszej przeszłości.
Relacja tylko to odkrywa.

Kiedy próbujesz kogoś „uzdrowić” – odbierasz mu odpowiedzialność!

Ratowanie drugiej osoby wygląda jak miłość.
W rzeczywistości jest formą kontroli.
Nieświadomej, ale kontroli.

To komunikat:
„Ty nie dasz sobie rady. Ja muszę to zrobić za Ciebie.”
„Twoje emocje są za trudne — więc ja będę je regulować.”
„Twoje życie wymyka się spod kontroli — więc ja przejmę stery.”

Ale człowiek, którego chronisz przed jego własnym bólem… nigdy nie musi się z tym bólem spotkać.
Nigdy nie rośnie.
Nigdy nie dojrzewa emocjonalnie.
Nigdy nie bierze odpowiedzialności.
Nigdy nie przebija się przez swoje schematy.

Bo Ty cały czas stoisz pomiędzy nim a prawdą.

Lustro jest trudniejsze niż ratowanie!

Ratowanie daje poczucie mocy:
„Jestem potrzebna.”
„On beze mnie sobie nie poradzi.”
„To ode mnie zależy, jak będzie.”

A lustro jest pokorne:
„To nie zależy ode mnie.”
„To jest jego życie.”
„To są jego emocje.”
„To on musi się z tym zmierzyć.”

Lustro jest też trudniejsze, bo wymaga zgody na to, że:

ktoś może nie chcieć się zmienić,
ktoś może wybrać ból zamiast zdrowienia,
ktoś może odejść,
ktoś może nie być gotowy na prawdę,
ktoś może obwiniać Ciebie za swoje emocje,
ktoś może zobaczyć w tobie coś, czego sam nie chce zobaczyć.

Ale lustro jest jedynym miejscem, w którym naprawdę rodzi się zmiana.

Największy przełom: kiedy zrozumiałam, że to nie jest moje zadanie!

Nie jestem Twoją terapeutką.
Nie jestem Twoim rodzicem.
Nie jestem Twoją linią ratunkową.
Nie jestem Twoim uzdrowieniem.

Jestem Twoim lustrem.

A to oznacza:

mogę Ci pokazać, jak moje granice odbijają Twoje zachowania,
mogę Ci pokazać, jak Twoje emocje uruchamiają moje rany,
mogę Ci pokazać, jak moje reakcje odsłaniają Twoje schematy,
mogę być obecna — ale nie mogę przeżyć życia za Ciebie.

W zdrowej relacji każdy bierze odpowiedzialność za swoje:

– emocje,
– reakcje,
– wybory,
– nawyki,
– lęki,
– rany.

Bo miłość jest spotkaniem dwóch dorosłych — nie jednej osoby, która niesie dwie historie.

Lustro jest najczystszą formą bliskości

Bo w lustrze nie ma iluzji.
Nie ma projekcji.
Nie ma ratowania.
Nie ma obwiniania.

Jest prawda.
A prawda jest jedynym miejscem, z którego można zbudować coś trwałego.

Kiedy przestajesz być „uzdrowieniem”, a zaczynasz być „lustrem”, dzieje się coś niesamowitego:

partner zaczyna widzieć to, czego wcześniej nie widział,
Ty przestajesz nosić ciężary, które nie są Twoje,
relacja opiera się na odpowiedzialności, nie na zależności,
miłość staje się wyboru — nie lęku, nie ratowania, nie kontroli.

I wtedy dopiero pojawia się głęboka, dojrzała bliskość:
taka, w której oboje możecie zobaczyć siebie — naprawdę.

Jeśli czujesz ,że jesteś gotowa na zmiany, zapraszamy na bezpłatna konsultację.

 

Dodaj tu swój tekst nagłówka

Scroll to Top