
O emocjonalnym uzależnieniu i odzyskiwaniu odpowiedzialności za siebie!
Kiedy dorastasz w chaosie, w lęku, w ciszy emocjonalnej albo w domu, w którym ktoś zawsze miał „ważniejsze” problemy niż Ty — uczysz się jednej rzeczy:
Twoje szczęście zależy od drugiej osoby.
Jeśli ona jest spokojna — Ty też.
Jeśli ona jest zadowolona — czujesz ulgę.
Jeśli ona jest trzeźwa — możesz oddychać.
Jeśli ona Cię nie odrzuca — czujesz się warta miłości.
I bezwiednie, nie zauważając tego, w dorosłość wchodzi przekonanie:
„To Ty decydujesz o tym, jak się czuję.”
To nie jest miłość.
To jest emocjonalne uzależnienie.
Emocjonalne uzależnienie to życie na huśtawce
W jednej chwili jesteś wysoko:
bo on się uśmiechnął, bo napisał, bo przytulił, bo dzisiaj był inny.
W następnej — spadasz:
bo się zamknął, bo odsunął, bo nie odpisał, bo był drażliwy, bo znów wybrał alkohol, telefon, pracę albo samotność.
A Twoje samopoczucie leci w dół razem z nim.
To nie jest miłość.
To jest emocjonalne uzależnienie od nastroju partnera.
Tak jak osoba uzależniona reaguje na alkohol — tak osoba współuzależniona reaguje na zachowanie drugiego człowieka.
„Gdyby on się zmienił… w końcu byłabym szczęśliwa” !
To największa iluzja.
Bo kiedy uzależniasz swoje szczęście od czyjejś trzeźwości, humoru, dostępności, stabilności — oddajesz swoje życie w cudze ręce.
A jeśli ktoś nie umie zająć się sobą — nie zajmie się Tobą.
Emocjonalne uzależnienie wygląda tak:
– czekasz na wiadomość, która zdecyduje o całym dniu,
– boisz się powiedzieć prawdę, żeby go nie zdenerwować,
– pilnujesz jego emocji bardziej niż własnych,
– mylisz spokój z ciszą napięcia,
– próbujesz zgadywać, co zrobić, żeby uniknąć kolejnego wybuchu.
To nie jest miłość.
To jest permanentny stan emocjonalnego głodu.
Prawdziwa miłość zaczyna się tam, gdzie wracam do siebie!
W pewnym momencie musiałam zadać sobie pytanie:
„Co się stanie, jeśli zdejmę z niego odpowiedzialność za moje szczęście?”
Odpowiedź była brutalna:
będę musiała zająć się sobą.
Swoimi brakami.
Swoim bólem.
Swoim porzuceniem emocjonalnym.
Swoim lękiem, że nie jestem wystarczająca.
Swoją pustką w środku.
Swoją nieumiejętnością regulowania emocji.
I dopiero wtedy zrozumiałam, że nie jest jego rolą mnie „naprawić”.
To jest moja praca.
Moje życie.
Moje zdrowienie.
Kiedy moje szczęście przestało zależeć od niego — zaczęłam naprawdę kochać 🙂
Bo wtedy przestałam:
• kontrolować
• ratować
• gonić za uwagą
• bać się ciszy
• bać się konfliktu
• bać się tego, że odejdzie
Zrozumiałam jedno:
nie można kochać świadomie, jeśli cały czas boisz się, że bez niego nie istniejesz.
Emocjonalnie zdrowa miłość to taka, w której:
– jesteśmy razem, bo chcemy, nie z lęku,
– wspieramy się, ale nie ratujemy,
– jesteśmy blisko, ale nie uzależniamy się od siebie,
– dajemy sobie przestrzeń, ale nie uciekamy,
– bierzemy odpowiedzialność za swoje emocje, nie za czyjeś.
I to jest najpiękniejsze:
Kiedy moje szczęście zależało od niego — żyłam w lęku.
Kiedy przestało — zaczęłam żyć naprawdę.
Jeśli czujesz ,że jesteś gotowa na zmiany, zapraszamy na bezpłatna konsultację.


