
W każdej relacji — nawet tej najbardziej kochającej — nieświadomie niesiemy ze sobą bagaż przeszłości.
Oczekiwania, schematy, lęki, zranienia… Wszystko to, co nie zostało jeszcze przepracowane, potrafi przyklejać się do drugiego człowieka — jak etykieta, której on nigdy nie wybrał.
Zamiast widzieć partnera takiego, jakim naprawdę jest — zaczynamy projektować.
→ „Bo jesteś taki jak mój ojciec — nigdy nie słuchasz.”
→ „Czuję się, jakbym znowu była tą małą dziewczynką, która musi walczyć o uwagę.”
→ „Znowu czuję się niewystarczający… czyli pewnie ona też uważa, że coś ze mną nie tak.”
To nie są świadome wybory.
To mechanizmy obronne.
To nieprzeżyte emocje z przeszłości, które wracają, bo dostały nowy obiekt, do którego można je przykleić.
A przecież nikt z nas nie chce być traktowany jak czyjeś echo z przeszłości.
Chcemy być widziani jako my — tu i teraz.
Prawdziwa wspólna droga zaczyna się tam, gdzie kończymy z projekcjami.
Gdy zatrzymujemy się i pytamy:
– To, co teraz czuję, czy to naprawdę jego/jej wina?
– Czy to moje uczucie ma związek z tym, co się właśnie wydarzyło — czy z tym, co było kiedyś?
Gdy jesteśmy gotowi zdjąć z partnera maskę „rodzica”, „kata”, „chłodnej matki”, „kontrolującego ojca” — i zacząć widzieć człowieka, który naprawdę stoi przed nami.
Ze swoimi emocjami, z historią, z intencją, zranieniem i miłością.
To nie oznacza, że wszystko nagle staje się łatwe.
Ale oznacza, że przestajemy walczyć z wyobrażeniem, a zaczynamy spotykać się naprawdę.
I co ciekawe — dopiero wtedy relacja zaczyna dojrzewać.
Bo oparta jest już nie na fantazji i zniekształceniach, ale na obecności i świadomości.
Nie zmienisz drugiego człowieka, jeśli widzisz go przez filtr przeszłości.
Ale możesz zmienić siebie.
I z tej zmiany… narodzi się nowa jakość Waszej drogi.
Jeśli czujesz ,że jesteś gotowa na zmiany, zapraszamy na bezpłatna konsultację.


