Nie jesteśmy tu po to, żeby się nawzajem naprawiać. Jesteśmy tu, żeby się wspierać :)

 

 

Wiele osób wchodzi w związek z ukrytą nadzieją, że ten drugi człowiek nas „naprawi”.
Że uleczy stare rany. Że da to, czego nie dostaliśmy. Że pomoże wypełnić pustkę.
I przez chwilę może nawet się tak dzieje.

Ale potem…
Zaczynamy oczekiwać, że partner „będzie wiedział”.
Że zrozumie nas bez słów.
Że wypełni każdą naszą emocjonalną dziurę.
Że wyrówna wszystko, co boli.

I kiedy to nie następuje – pojawia się rozczarowanie.
Frustracja. Osamotnienie.
Bo znowu czujemy się tak, jak kiedyś – niewysłuchani. Niezrozumiani. Niewystarczająco ważni.

A przecież prawda jest taka, że żaden związek nie służy temu, byśmy się nawzajem naprawiali.
Bo to nie jest miłość. To ukryta kontrola.
To próba uczynienia drugiej osoby odpowiedzialną za własne emocje.
To próba zbudowania szczęścia na cudzych barkach.

Dojrzała relacja zaczyna się wtedy, kiedy mówisz:
„Nie oczekuję, że mnie naprawisz. Ale proszę – bądź obok. Kiedy się uczę, kiedy się mylę, kiedy się podnoszę.”

I kiedy słyszysz:
„Nie chcę cię ratować. Ale chcę iść z tobą. Ramię w ramię. Nie przed tobą. Nie za tobą. Obok.”

To największa różnica między współuzależnieniem a miłością.
Miłość nie mówi: „zmień się, wtedy cię pokocham.”
Miłość mówi: „chcę ci towarzyszyć, kiedy wracasz do siebie.”
Bez presji. Bez naprawiania.
Z obecnością. Z szacunkiem. Z przestrzenią.

To nie znaczy, że w relacji nie ma wsparcia. Wręcz przeciwnie.
Ale wsparcie to nie ratunek.
To obecność, nie kontrola.
To otwarte serce, nie plan naprawczy.

I dopiero wtedy związek przestaje być ciężarem.
A zaczyna być miejscem, gdzie oboje możemy rosnąć — w swoim tempie, po swojemu, razem.

Jeśli czujesz ,że jesteś gotowa na zmiany, zapraszamy na bezpłatna konsultację.

 

Dodaj tu swój tekst nagłówka

Scroll to Top