
Ile razy mówiłaś/mówiłeś sobie: „Muszę się ogarnąć”?
Ile razy zaciskałeś zęby, próbując udawać, że wszystko gra?
Ile razy zmuszałaś/zmuszałeś się do funkcjonowania, kiedy wewnątrz wszystko już się waliło?
W świecie, który nagradza „ogarnięcie”, „pozytywne nastawienie” i „radzenie sobie” – nie ma miejsca na rozpad.
A przecież są takie momenty, w których rozsypanie się nie jest porażką. Jest ratunkiem.
Nie musisz się zbierać na siłę
Są takie chwile, w których wszystko przestaje mieć sens.
Nic nie działa. Nic nie daje ulgi.
Czujesz się pusty, zmęczony, jakbyś był tylko cieniem człowieka, którym byłeś kiedyś.
I wtedy przychodzi impuls: „Muszę się wziąć w garść.”
Bo tak nas uczono. Że trzeba działać. Że trzeba iść dalej. Że słabość to przegrana.
Ale może nie musisz się zbierać.
Może potrzebujesz świadomie się rozpaść – nie w panice, ale w prawdzie.
Bo są rzeczy, których już nie da się sklejać.
Są tożsamości, które już ci nie służą.
Są relacje, których nie warto ratować.
Są etapy, które trzeba pogrzebać, żeby w ogóle móc iść dalej.
Rozpad to nie koniec. To początek.
Kiedy się rozpadasz – masz szansę zobaczyć, co było tylko pozorem.
Co naprawdę w tobie żyje, a co od lat było tylko maską.
Rozpad to bunt twojej duszy przeciwko sztucznej normalności.
To miejsce, gdzie nie da się już niczego udawać.
Nie mówimy o autodestrukcji.
Mówimy o świadomym upadku, w którym pozwalasz sobie przestać walczyć i zacząć słuchać.
Co się w tobie kończy?
Co już nie działa?
Z czego czas się wypisać?
To są pytania, które pojawiają się dopiero wtedy, gdy odważysz się nie być silny.
Jak się rozpaść… i przetrwać?
- Nie uciekaj w działanie. Zatrzymaj się. Dopuść emocje.
- Daj sobie przyzwolenie. „Tak, rozsypuję się – i to jest okej.”
- Nie rób z tego przedstawienia. Nie musisz się tłumaczyć. Ten proces jest twój.
- Zadbaj o podstawy. Sen, jedzenie, ciało – niech to będzie twoje minimum troski.
- Pisz, płacz, milcz, oddychaj. Nie ma złego sposobu. Jest twój sposób.
- Przyjrzyj się swoim emocjom.
- Zacznij nad sobą pracować, bo to już ten czas.
To nie jest czas na produktywność. To czas na prawdę.
Na koniec…
W kulturze „ogarnięcia” odwaga to nie tylko wspinanie się wyżej.
Czasem odwaga to zatrzymanie się na dnie i powiedzenie:
„Już nie chcę udawać.”
I wtedy zaczyna się coś nowego. Nie od razu. Nie z fanfarami.
Ale prawdziwie.
Z wnętrza.
Z rozsypanych kawałków, które po raz pierwszy są twoje – nie narzucone.
Czasem największa siła rodzi się wtedy, gdy pozwalasz sobie być słaby.
I to nie ty się rozpadasz. To tylko twoja iluzja siebie.
Czasem trzeba dojść do momentu, że już nie wiemy co dalej.
I właśnie w takich momentach bardzo często potrafimy poprosić o pomoc.
Zaczynamy pracować nad sobą i zmieniać ,to co nam przeszkadzało w nas.
Jeżeli chcesz to przepracować, zapraszamy na bezpłatną konsultację.


